Test wzmacniacza Rogue Audio Sphinx w AUDIO

Audio 05/2015
Radek Łabanowski
Gdy dziesięć lat temu spotkałem się po raz pierwszy ze sprzętem tego producenta (integra Cronus), lampy miały monopol, ale przez dekadę, co nieco się zmieniło. Rogue Audio nadal produkuje tylko wzmacniacze, nadal są w nich lampy, jednak już nie zawsze w stopniach końcowych. Jednocześnie firma odważyła się na zastosowanie nowoczesnych układów impulsowych, łącząc właśnie te dwie techniki, a omijając najpopularniejsze układy tranzystorowe w klasie AB. W ten sposób zaprojektowano kilka urządzeń (zintegrowanych i dzielonych) – lampowe stopnie wejściowe pożeniono z końcówkami w klasie D.
Trzeba przyznać, że taka oryginalna konfiguracja nie jest często spotykana. Sphinx to najtańsza i jednocześnie jedyna integra Rogue o takiej konstrukcji. Mimo niekonwencjonalnej techniki, z zewnątrz wzmacniacz nie przyciąga szczególnej uwagi, nie krzyczy „jestem inny” – wygląda bardzo klasycznie i elegancko.
Wzmacniacz ma jednak dość nietypowe rozmiary, bowiem szerokość wynosi ok. 39 cm, więc Sphinx najlepiej będzie się czuł sam. W zestawie np. z typowym 43-cm odtwarzaczem będzie zauważalne „niedopasowanie”, ale ze względu na chłodzące otwory w górnej ściance integry, postawienie go oddzielnie wyjdzie wszystkim na dobre.
Na srebrnym froncie (jest też dostępna wersja czarna), wykonanym z grubej metalowej płyty, umieszczono trzy identycznie wyglądające pokrętła: regulację wzmocnienia, zrównoważenia kanałów oraz selektor wejść. Mniej więcej pośrodku znajduje się też wyjście słuchawkowe (6,3 mm), a po lewej stronie wykonano otwór ukrywający czujnik podczerwieni. Można z rozpędu ucieszyć się zdalnym sterowaniem, ale nie jest to wcale oczywiste – testowany egzemplarz został dostarczony bez pilota wcale nie przez zaniedbanie: w podstawowej wersji zdalnego sterowania jeszcze nie ma, możemy je dokupić za ok. 450 zł.
Wzmacniacz ma trzy równorzędne wejścia liniowe oraz wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM. Ciekawie zaprojektowano taki detal, jak tryb czuwania; obwody wyjścia słuchawkowego są niezależne od wyjść głośnikowych, jeśli wyłączymy wzmacniacz (przejdziemy w tryb czuwania), to w dalszym ciągu „pod parą” pozostanie sekcja przedwzmacniacza oraz wspomniany wzmacniacz słuchawkowy, z których możemy korzystać.
Z tyłu, oprócz wyłącznika sieciowego, znajdują się cztery pary RCA dla czterech wejść. Są również niskopoziomowe wyjścia w dwóch konfiguracjach – ze stałym oraz zmiennym poziomem sygnału. Wyjścia głośnikowe to dość zwykłe (plastikowe, zakręcane), pojedyncze terminale. Z instrukcji dowiemy się, że wzmacniacz obsłuży zarówno 8-, jak i 4-omowe kolumny, ale w tym względzie znaczenie mają przecież nie lampy w przedwzmacniaczu, lecz końcówki mocy w klasie D, zatem nie jest to żadną niespodzianką.


