Test serwera muzycznego Aurender A10 w Audio Video

Filip Kulpa
Południowokoreański producent wyszedł poza schemat oferowania transportów plikowych, oferując kompletny zintegrowany streamer A10 wyposażony w dekodowanie MQA. Sprawdziliśmy go w testach odsłuchowym i praktycznym.
Aurender zasłynął jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, wytwórca high-endowych źródeł sygnału cyfrowego z wyjściem USB audio. Były to de facto „transporty” cyfrowe, czyli źródła bez wbudowanych przetworników c/a. Wszystko zaczęło w 2011 roku, kiedy to pokazano wyjątkowo zaawansowany, jak na tamte czasy, serwer S10. Urządzenie to zrobiło duże wrażenie na całej społeczności fanów computer audio. W kolejnych latach firma udoskonalała i jednocześnie rozszerzała game oferowanych modeli, proponując zarówno serwery tańsze, jak i droższe, z flagowym W20 na czele. W ubiegłym roku światło dzienne ujrzał pierwszy serwer z wbudowanym przetwornikiem c/a, a więc kompletny odtwarzacz strumieniowy; w dodatku potrafiący dekodować strumień MQA.
Budowa
Jak przystało na produkt Aurendera, A10 jest wprost wzorowo wykonany. W całości aluminiową obudowę obrobiono z godną podziwu precyzją. Górna pokrywa ma aż 5 mm grubości, a jej spasowanie z resztą sztywnej skorupy nie pozostawia nic do życzenia. Fiszbiny radiatorów wkomponowane w niskie boki wskazują, że mamy do czynienia ze świetnie przemyślanym dziełem inżynierii przemysłowej. Gustowne i bardzo przyjemne w dotyku są delikatne zaokrąglenia krawędzi. Niski przedni panel zawiera grupkę przycisków funkcyjnych oraz gałkę głośności. Tak, zgadza się – A10 jest wyposażony w całkiem dobrą cyfrową regulację poziomu pokrywającą zakres 90 dB ze skokiem 0,5 dB. Można ją deaktywować w menu, jeśli korzystamy z integry lub bardzo dobrego przedwzmacniacza analogowego. Tak czy inaczej, warto tę opcję wypróbować.
Oględziny wnętrza napawają optymizmem, choć zdaję sobie sprawę, że przeciętny odbiorca tego produktu nie zagląda mu w trzewia. Konstrukcja odtwarzacza jest bardzo zaawansowana. Widać tu daleko posuniętą troskę o rozdzielenie obwodów nawzajem się zakłócających. Część cyfrowa, odgrodzona pionowym ekranem, zajmuje lewą połowę obudowy. Znajdziemy tu układ zarządzającego całością komputera AMD ukrytego pod masywnym radiatorem, zapewne pod spodem znajduje się twardy dysk o pojemności 4 TB, zaś lewym przednim rogu uwagę zwraca dysk SSD 120 GB pełniący funkcję pamięci podręcznej do odtwarzania muzyki. Funkcja ta działa niezależnie od tego, czy gramy z dysku wbudowanego czy z zewnętrznego NAS-a. Wielkość pamięci cache jest na tyle duża, że bez problemu mieści nawet długą kolejkę odtwarzania. Wykonałem prosty test, by sprawdzić działanie pamięci w praktyce. Zadałem kolejkę odtwarzania liczącą kilkadziesiąt utworów (w tym spora część w jakości hi-res), po pewnym czasie stwierdziłem, że mój NAS Synology przeszedł z tryb niskiego poboru energii. Skakanie po kolejce odczytu nie wybudzało go z tego trybu, postanowiłem więc dysk wyłączyć, a muzyka nadal grała i to bez żadnych przerw czy oporów. A zatem „keszowanie” naprawdę działa, co jest ważne o tyle, że jeśli korzystamy z dysku wbudowanego, on również przestaje się po chwili obracać, za zatem nie zakłóca (tak bardzo) układu.


