Opinia SoundRebels - z wizytą w Audiofaście

Z wizytą w Audiofaście
Marcin Olszewski / Jacek Pazio
Opinia 1
Lubicie Państwo niespodzianki? Oczywiście powyższe pytanie ma charakter czysto retoryczny, gdyż któż ich, niezależnie od wieku, płci, czy wyznania nie lubi. W końcu gwiazdkę i urodziny mamy raz do roku a życie dziwnym zbiegiem okoliczności większości nas niestety nie rozpieszcza. Dlatego też, gdy tylko nadarzyła się okazja, a meteorolodzy zapowiedzieli „okno pogodowe”, czym prędzej wybraliśmy się na wiosenną, rekreacyjno – eksploracyjną przejażdżkę poniekąd w nieznane (tam nas jeszcze nie było) i skorzystaliśmy z zaproszenia łódzkiego Audiofastu. Niby dystrybutor wszem i wobec znany, niby co ma w portfolio większość z nas mniej więcej wie, gdyż nawet patrząc na nasze relacje ze stołecznego Audio Video Show z minionych lat (2013, 2014, 2015, 2016, 2017, 2018) pewnie to i owo miało szansę zapaść w pamięć. Przecież widoku potężnych kolumn Wilson Audio, wykonanych z iście zegarmistrzowską precyzją i jubilerskim kunsztem urządzeń Dan D’Agostino, czy wykorzystujących kosmiczne wręcz technologie źródeł cyfrowych dCS iMSB wcale tak łatwo nie da się zapomnieć. Jednak, bazując między innymi na powyższych migawkach, z całkiem sporą dozą prawdopodobieństwa właśnie głównie z cyfrą w roli źródeł Audiofast większości z nas się kojarzy. Warto też nadmienić, iż nie bez znaczenia był też efekt zeszłorocznych roszad w efekcie których pod łódzkie skrzydła trafił duński Gryphon. Jednak dopiero w tym momencie czas na wspomnianą w pierwszym zdaniu niespodziankę, gdyż czekający na nas w Łodzi system oparto nie na źródle operującym na zerach i jedynkach, lecz na gramofonie i to gramofonie, którego szerszemu gronu jeszcze z tego co mi wiadomo w Polsce nie prezentowano. O czym mowa? A to już zdradzę w dalszej części niniejszej mini-relacji.
Ponieważ trafiliśmy na koniec remontu, kiedy główne (większe) pomieszczenie odsłuchowe jeszcze oczekiwało na kolejne działania akomodacyjne, inauguracyjne, niejako zapoznawcze, spotkanie z próbką możliwości łódzkiego dystrybutora odbyliśmy w zaledwie dwudziestometrowej, mniejszej salce. Jednak wbrew pozorom i naszym, wydawałoby się w pełni uzasadnionym obawom, iż w takim metrażu dość pokaźnej postury Alexie Wilson Audio mogą wypaść nazbyt przytłaczająco, zarówno pierwsze, jak i kolejne wrażenia okazały się zaskakująco pozytywne. Za taki stan rzeczy odpowiadała bowiem w równej mierze nie tylko współpracująca z nimi elektronika Gryphon Audio Designs ( phonostage Legato Legacy, preamp Zena i wzmacniacz Mephisto), co również kompleksowa adaptacja akustyczna. Objęła ona nie tylko pofalowane ściany boczne i fraktale szczelnie pokrywające ścianę za systemem, co przede wszystkim wielowarstwowy sandwicz na suficie.Przejdźmy jednak do ww. niespodzianki, czyli zaskakująco kompaktowego, szczególnie na tle duńsko – amerykańskiego zestawu, gramofonu Grand Prix Audio Parabolica. Ten nad wyraz, przynajmniej z zewnątrz, minimalistyczny projekt okazał się, zgodnie ze nazwą producenta, naszpikowanym iście kosmicznymi technologiami, bolidem analogowej Formuły 1. Począwszy od nomenklatury modelu, czyli legendarnego zakrętu toru wyścigowego Monza, poprzez karbonowe chassis, po sterowanie … gestami, na jakie reagują znajdujące się od spodu korpusu sensory i wydawać by się mogło, że wynikającą ze swoistej obsesji na punkcie perfekcji, kontrolę obrotów talerza z częstotliwością blisko 300 000 (dokładnie 299 320) pomiarów na … obrót. Szaleństwo? Z pewnością, jednak, tak jak w królowej sportów motorowych, tak i ekstremalnym High-Endzie do perfekcji dochodzi się właśnie walcząc o setne i tysięczne części sekundy. Co w przypadku, ww. „malucha” oznacza maksymalne odchylenie obrotów wynoszące … 0.0002%. Powyższy wynik nie byłby jednak możliwy do osiągnięcia przy zastosowaniu konwencjonalnego napędu paskowego, dlatego też amerykańscy konstruktorzy zdecydowali się na napęd bezpośredni z bezszczotkowego silnika. Efekt? Może nie słyszałem zbyt wielu gramofonów w swoim życiu, jednak szukając analogii i obiektu porównań odpowiedź wydaję się być całkiem oczywista – podobną obsesję na punkcie perfekcji i iście kosmicznie wyżyłowanych parametrów dotyczących stabilności pracy oferowanych przez siebie urządzeń spotkać można chyba tylko w … gramofonach TechDAS.


